.

Bycie postrzeganą w pracy jako osoba wesoła, żartobliwa, uśmiechnięta, jest przekleństwem i wybawieniem zarazem. Gdy mnie coś gryzie, gdy  życie boli, gdy skrzydła mam połamane, motywacji brak, gdy „ktoś” swoją oceną sprowadza mnie w najgorszą otchłań, muszę się podnieść, wyprostować i trochę na pokaz udowadniać, że wszystko w moim życiu w porządku. Czasem się nie udaje, czasem najbardziej czujni zauważą zmianę, ale ja przecież muszę! dbać o wizerunek.  Dlatego najpierw udaję, zmuszam się, ale stopniowo ten przymus pozwala przebić się mojej prawdziwej naturze. I znowu każdy dzień nabiera kolorów, planuję, notuję, gadam głupoty, rozbawiam, dostrzegam żart i reaguję żartem.  I choć w sercu czasem pustka, staram się ją uzupełniać czymkolwiek się da.  I to pomaga.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *