.

Wychodząc rano, ok 6:30, do piekarni, nie patrzę na termometr. Musiałabym zawrócić do pokoju, a nie chcę przypadkowo zbudzić Kasi. Dzięki temu od wielu dni, wciąż na nowo, zachwycam się przychylnością tegorocznej jesieni. Otwieram drzwi od klatki schodowej, zaciągam powietrzem, wychodzę i dziwię się. Bo nie dość że ciepło, to jeszcze czasem niebo płonie czerwienią i żółcią, a potem słońce wschodzi pomiędzy chmurkami, w kolorach, niczym to nadmorskie. Kurtki nie zapinam, szal mi powiewa wokół szyi, a cienkie botki dają poczucie lekkości. Jeszcze tak chcę, jeszcze!

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *