.

Poszłam odstawić Kasię do szkoły we wtorek, bo jako „element” trójki klasowej miała obowiązek odhaczyć się na akademii zorganizowanej z okazji Dnia Nauczyciela. I podobno było fajnie, wesoło, a występy okraszono charakterystycznymi i znanymi z telewizji wstawkami muzycznymi, które w żartobliwy sposób określały przytoczone scenki rodzajowe.  Widziałam nauczycielki idące do szkoły, widziałam te czekające na dzieci w szatni, plotkujące, ubrane odświętniej, umalowane dokładniej. A potem wieczorem wybrałam się na wesoły spektakl pt. „Klub mężusiów”, który wcześniej reklamowano jako prezent dla nauczycieli (mieli zniżki na bilety) i znowu wszędzie byli przedstawiciele tego fachu. Wiele twarzy kojarzyłam z dzieciństwa, ze szkoły Adama, Kasi, z mojej szkoły. Niektóre z kobiet ubrane że hoho, koki, loki, korale, sukienki, torebki wizytowe, szpilki, mężczyźni w marynarkach, pod krawatem. Czekając w foyer, patrzyłam i obserwowałam te rozgadane ciała pedagogiczne z przyjemnością i pewnego rodzaju nostalgią. Nie zazdrościłam wyglądu tylko przynależności. Bo ja kiedyś chciałam, a teraz też wiem, że powinnam, zostać nauczycielką. Czuję żal do siebie, że po studium nauczycielskim, po maturze, dałam się zakręcić koleżance i zrezygnowałam z tych planów. Niby dorosła już, a taka głupia byłam…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *