.

Stała przede mną w mięsno-warzywnym i nie mogła zdecydować, który napój kupić. Wyboru nie ułatwiało trzech chłopców, jej synów, takich rok po roku, z których najstarszy miał może 7 lat. Każdy z nich miał ochotę na coś innego, o czym intensywnie informowali. Kalkulowała głośno i w końcu nie kupiła nic, bo jej się nie opłacało. Kiedy wyszła, sprzedawczyni zwróciła się do mnie tajemniczym tonem:

– A wie pani kto to jest?

– Nie mam pojęcia – odrzekłam zgodnie z prawdą i poprosiłam filet.

– To żona tego naszego polityka co się wciąż mądruje w telewizji. Tzn. była żona, bo on ją zostawił dla jakiejś młodszej. Mieszka tu niedaleko. Ona też gdzieś w pobliżu.

– Oj, to chyba ciężko jej samej z tą trójką … – wtrąciłam bez zastanowienia pakując mięso

– Ale ona też nie była lepsza, kochana. I wie pani, że oni mają tych chłopców po tygodniu? Jeden tydzień ona, drugi on. Ja to bym tak dzieci nie oddała, oj nie. A ta ich matka to mi kiedyś mówiła, że ona też musi czasem odpocząć. Co z niej za matka! Żeby swoje dzieci takiemu ojcu podrzucać. A tam jakaś nowa młoda mamusia!

Miałam odejść bez słowa, ale ponieważ nie lubię takich kategorycznych osądów podsumowałam:

– Ale dlaczego pani sądzi, że to jest złe dla tych dzieci? Może one lubią przebywać u ojca, może taki układ pasuje im najlepiej? Jeśli matka nie sprawdza się w swojej roli tak jak ogólnie przyjęto, to może to rozwiązanie jest korzystne dla wszystkich?

Pani sprzedawczyni spojrzała na mnie spod byka, bo chyba nie takiej reakcji oczekiwała, ale po chwili powiedziała:

– Hmmm…może….tak na to nie patrzyłam…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *