.

Wyjazd na Zieloną Szkołę był dla Kasi pierwszym takim sprawdzianem samodzielności. Ona nie lubi wyjeżdżać bez nas, spać poza domem, nawet u babci. Była podekscytowana, przejęta, obawy odkładała na później. Ustalenia kto z kim śpi w pokoju, zapadły kilka miesięcy wcześniej. Grupa Kasi (5 dziewczynek) przybrała nazwę Facetki. Uszyłam przypinki z ich logo, które wymyśliła Kasia. Kasia też przygotowała rysunki i regulamin grupy, które potem zawisły na drzwiach ich pokoju. Chcąc ułatwić jej to 5-dniowe zaklimatyzowanie w nowych warunkach, uszyłam woreczki na czystą i brudną bieliznę, zrobiłam listę zabranych rzeczy, razem wszystko pakowałyśmy i przećwiczyłyśmy nawet (co niektórym wyda się śmieszne) korzystanie z prysznica, bo w domu Kasia zawsze kąpie się w wannie. Ja tak naprawdę niepokoiłam się tylko dojazdem i szczęśliwym powrotem dzieci.  I pustką w domu… Przez pierwsze dwa dni esemesy od Kasi przychodziły często, też nieco rozpaczliwe, był telefon o 1-ej w nocy, i szept do aparatu, że nie może spać. Cierpliwie ją uspokajałam, tłumaczyłam i … spałam z telefonem w dłoni. Raczej nie dzwoniła, bo to ją trochę rozczulało, a przed dziewczynami nie mogła się rozklejać. Chciała być twarda. Potem stopniowo emocje opadły i przed wyjazdem otrzymałam esemesa pełnego żalu, że trzeba wracać. W sumie sporo się tam działo: sprzeczki dziewczyn, zwiedzanie latarni, glut na pościeli koleżanki, muzeum bursztynu, robaki w łazience, bransoletka od P., bitwy taneczne, lody, gofry, zero punktów za porządek pierwszego dnia, wymioty koleżanki w autokarze, ognisko, basen ze śmierdzącym jacuzzi, zabawy na plaży, na placu zabaw, nowa czapka z daszkiem … Dla Kasi to był ważny wyjazd. Pod wieloma względami.

Przy oglądaniu zdjęć, które zrobiła Wychowawczyni, dumna Kasia zaznaczyła:

– No to możesz teraz zobaczyć jak świetnie sobie radziłam.

;))

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na .

  1. ~Maugosia pisze:

    Serce rośnie:) Brawo dla Kasi:))

  2. ~Boski pisze:

    W drugiej albo trzeciej klasie pojechałem na zieloną szkołę. Nie chciałem, ale mam uznała, że trzeba mnie spod skrzydeł wypuścić.
    Komórek nikt nie miał, więc pisaliśmy listy.
    Mama raz odpisała i pamiętam tylko jedno zdanie „Jest mi przykro, że Ci się tam nie podoba”.
    Więcej mnie nie zachęcała do kolonii/obozów/innych wyjazdów. A ja tez nie czułem takiej potrzeby.
    Ot taki dziwny ze mnie dzieciak był 😉

    • Ewa pisze:

      ja swoich nie zmuszałam nigdy, syn pojechał gdy sam do tego dojrzał, a córka też sama wyraziła chęć ;))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *