.

Bezpośrednio po zakończeniu roku szkolnego poszłyśmy z Kasią na lody. Ona taka śliczna, w marynareczce, krótkiej spódniczce, ze świadectwem pod pachą, ja w uśmiechach z powodu swoistych wzruszeń i urlopowego dnia poza pracą. W cukierni pełno ludzi. Sporo dzieci w galowych ubrankach. Taki specyficzny klimacik. Jeszcze nie wakacje, ale już nie szkoła. Usiadłyśmy obok kolegi z Kasi klasy i jego mamy. Dzieci sobie, a my sobie. Nigdy nie miałyśmy okazji porozmawiać sam na sam. Ona jest nauczycielką, zadbana, drobna, wyprasowana, uczesana, stonowana w zachowaniu, wyważona w słowach. A mnie się rozmazał makijaż, pogniotły spodnie i rozerwała sportowa torebka wypełniona bez sensu wszystkimi „niezbędnymi” gadżetami typu butelka z piciem, aparat fotograficzny, kurtka w razie czego itd. I ta dystyngowana dziewczyna mówi do mnie w którymś momencie:

– Wiesz, zawsze chciałam ci to powiedzieć, ty mi się taka uduchowiona wydajesz, a jak mówisz to od razu słychać, że dużo czytasz. Podziwiam cię i zazdroszczę.

No … miło …od razu lepiej, cieplej…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *