.

Wpis u Boskiego uświadomił mi, że nie utrwaliłam tu moich wrażeń z ostatniego Finału Turnieju Poezji Śpiewanej. Może dlatego, że miałam na nim nie być. Tego dnia zaplanowany był wyjazd Kasi na turniej taneczny, a ja zadeklarowałam się być dodatkowym opiekunem grupy. Niestety rano dopadły Kasię ból brzucha i gorączka, co potem przerodziło się w lekką jelitówkę i grupa pojechała bez nas. Ponieważ wieczorem moja obecność w domu nie była konieczna, pojechałam szybko do Centrum Kultury. Bilety były, wystarczyło tylko poczekać chwilę a potem wchłonąć w siebie sporą dawkę wyjątkowych wzruszeń. Prowadzącym koncert był tym razem Sambor Dudziński. Postać zagadka dla mnie do tamtego momentu. Zaprezentował szaloną maszynę grającą nazywaną dźwiękowiązałką, która, tu zacytuję, „…jest przedwojenną maszyną rolniczą, do której nasz bohater podłączył nowoczesne syntezatory, zestaw nietypowych instrumentów z całego świata oraz masę mniej lub bardziej potrzebnych akcesoriów. Za pomocą tej maszynerii Sambor generuje dźwiękową materię, w której tradycja łączy się z nowoczesnością, klasyczne fortepianowe pasaże z elektronicznymi bitami, a folkowe zagrywki z anarchistycznym poczuciem humoru. Jak na prawdziwego, ponadczasowego i lekko szalonego wojownika sztuki przystało”. Bardzo sympatycznie, deczko dziwacznie, nowatorsko przeprowadził publiczność pomiędzy kolejnymi występami. Mnie uwiódł, głosem, spokojem, delikatnością, mocą, brakiem desperacji, luzem. Nawet nie tęskniłam za panem Poniedzielskim zbytnio. 😉 A co do młodych laureatów. Ech. Piękni, odważni, zdeterminowani, wrażliwi, lekko ckliwi, wyraziści! Wszystko tam było. W ich występach tyle zapału, smutku, radości wiary w siebie, w to że mogą zmienić ludzi, przekazać coś ważnego. Mnie te wykony zawsze poruszają. Mam w sobie wielkie pokłady szacunku i sympatii dla takich osób. Jeśli nawet do jakiejś interpretacji nie jestem zupełnie przekonana, to bardzo doceniam. Ten turniej to święto młodych. Piękne święto, z którego zawsze czerpię garściami.

Aha, gościem specjalnym koncertu był Stanisław Soyka. Profesjonalny, swobodny. Jak wisienka na torcie.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *