.

Jak to jest kiedy czekasz na swój urlop całe wakacje, a w dzień wyjazdu twoja córka skarży się na złe samopoczucie i dostaje gorączki? Ano do dupy jest. Nie pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja, ale chyba po raz pierwszy było to coś poważniejszego. Zapalenia migdałków, wysoka temperatura przez kilka dni, źle tolerowany antybiotyk. I ja w tym wszystkim generalnie sama. Załamałam się. Któregoś dnia po prostu pękłam. Potrzebnie, niepotrzebnie, trudno powiedzieć. Wsparłam się na ramieniu mamy i poszłam dalej. Bo później nie było już tak źle. Wyjechałyśmy z Kasią. Na krócej niż zaplanowałam, ale jednak, a pogoda o dziwo była cudowna do końca sierpnia. Morze mnie uspokoiło, zrelaksowało. Pomyślałam, podsumowałam, postawiłam równa się.

Kasia jest cudowna. Jeszcze w domu, w trakcie choroby, widząc mój nastrój, pocieszała: pojedziemy, zobaczysz, a może tak miało być, może uniknęliśmy wypadku, pamiętasz jak było z Warszawą, może coś złego miało się zdarzyć, a może coś fajnego nas czeka itd. Gdyby tak do tego podejść to rzeczywiście znalazłabym kilka rzeczy, które nie miałyby pewnie miejsca gdybyśmy wyjechały o czasie. Np. wybrałam nam lepszą kwaterę, Jastarnia nie była już tak totalnie zatłoczona, a poranki kiedy szłam po pieczywo najcudowniejsze z najcudowniejszych, no i udało nam się dużą cześć podróży spędzić z Adamem oraz odwiedzić go w nowym mieszkaniu. I na dodatek – w trakcie choroby Kasi dostałam zwolnienie lekarskie przez co pobyt w domu przeciągnął mi się o kilka dni. Nie muszę jeszcze wracać do pracy !

o pranku

o poranku w Jastarni

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na .

  1. ~ala pisze:

    Córki to przyjaciółki – prawdziwe, z krwi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *