.

Zachwyciły mnie poranne pajęczyny. Na kawałku trasy, który czasem celowo przemierzam pieszo, idąc do pracy, „zakwitło” ich całe mnóstwo. Mgła potęgowała wrażenie. Dzikie, zachwaszczone pole sprzyja rozwojowi kolonii pająków, które bez ograniczeń oddają się swojej pasji. Sznurki pajęczyn z kropelkami rosy, naszyjnik przy naszyjniku, srebrzysta biżuteria. Przypomniała mi się bajka z dzieciństwa o kapryśnej księżniczce, która zapragnęła mieć takie pajęczyny za korale i zrozumiała niedorzeczność swojej zachcianki dopiero wtedy, gdy kropelki spłynęły jej po dekolcie w momencie zetknięcia z ciepłem skóry. Ja tylko oglądałam. Zatrzymywałam się przy większych, ale jakość mojej komórki nie dawała szans na utrwalenie tego zjawiska. Tyle piękna przy zwykłej, szarej ulicy.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *