.

Spektakl „Kwartet” nie był zwyczajny. Nie opowiadał konkretnej historii, nie był komedią, ani dramatem. Na scenie czterech, ubranych w czarne garnitury aktorów – bracia Grabowscy, Tomasz Karolak i Jan Peszek. I cztery krzesła. Aktorzy posługiwali się wszelkimi środkami wyrazu scenicznego – słowem recytacją, śpiewem, tańcem, akrobatyką, grą na instrumentach, milczeniem. Sami się jakby na scenie określali dużo improwizując i wciągając w zabawę publiczność. Dużo rolę odgrywała muzyka, która dzieliła tekst na części, wprowadzała w klimat.

Spodziewałam się czegoś „dziwnego”, więc wcześniej  doczytałam, że Kwartet” to jedna z tych sztuk, w których aktorzy próbują odpowiedzieć na pytania fundamentalne: o istotę teatru, bycia aktorem i istotę sztuki w ogóle.” Dla mnie był to spektakl o niemożności porozumienia się pomiędzy ludźmi, chaosie informacyjnym, absurdzie. Dużo się śmiałam choć przesłanie, które odebrałam nie było zbytnio radosne.

Aktorzy.  W moim odczuciu pan Karolak zupełnie nie pasował do tego składu. Tak jak uwielbiam go w roli serialowego Boskiego, tak tu zgrzytało mi za każdym razem gdy pojawiał się na scenie. Panowie Grabowscy, Peszek – klasa sama w sobie, płynność wypowiedzi, celność, trafność , synchronizacja słowa z mimiką, ciałem, lekkość teatralna. Pan Karolak wydawał się zagubiony, nie przygotowany momentami, nie w klimacie. I nie sądzę aby był to celowy zabieg.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na .

  1. ~Boski pisze:

    Pfffff! Jest tylko jeden Boski!!! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *