.

Po porannym przejrzeniu prezentów pozostawionych przez Mikołaja w butach, zjadłyśmy śniadanie, spakowałyśmy co trzeba i pojechałyśmy na kolejny turniej taneczny. Tym razem w autokar zapakowały się trzy formacje prowadzone przez Kasi trenerkę. Ja tradycyjnie jako jedna z opiekunek, kobieta od wszystkiego, element grupy wsparcia. To był dla mnie bardzo pracowity wyjazd. W trakcie podróży, razem z drugą mamą, czesałyśmy młode gwiazdy.  Starsza formacja disco (grupa Kasi) – warkocze dobierane, młodsza formacja disco – dobierane połączone z kitką, formacja jazzowa – warkocz dobierany z podwinięciem. Prawie całą drogę spędziłam stojąc nieprzepisowo w przejściu, często na palcach, starając się utrzymać równowagę i jednocześnie zaplatać. Zaplatać. Zaplatać. Na miejscu makijaże. Tu już byłam raptem asystentką trenerki. Potem przeistoczyłam się w fotoreportera i kamerzystę. Zdjęcia, filmiki solówek i formacji. Duety przegapiłam, bo dojadałam resztki po Kasi pizzy.  I nagadałam się z dwiema, fajnymi mamami. Każda formacja wróciła z pucharem, a Kasi grupa miała takie nawet dwa, plus całkiem dobre miejsca w solówkach i duetach.

Mimo późniejszego zmęczenia, bólu głowy od wszechobecnego na turniejach huku muzyki, nie narzekam. Byłoby mi smutno gdybym nie mogła im towarzyszyć. A i one się chyba do mnie przyzwyczaiły, bo przychodzą z prośbą o poprawienie włosów, nagranie występu, ucięcie wiszącego frędzla, a ostatnio nawet o zaprowadzenie do toalety i zapięcie body w kroku. 😉 Uwielbiam te wyjazdy, emocje, możliwość obserwowania tych wszystkich wspaniałych dzieciaków, którym się po prostu chce.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to .

  1. ~M pisze:

    I to lubię…….
    ……mówiłam zajęcie jest dobre na smutki 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *