.

Czasem nie mogę już tego wszystkiego znieść. Stoję z głową opartą o szafkę kuchenną, zamykam oczy, zaciskam pięści. A chcę krzyczeć. Biec. Skoczyć z mostu. Popuszczam jadu, a potem biorę na wstrzymanie. Postanawiam i wycofuję się. Skoro nie jestem nic warta, to lepiej gdybym zniknęła. Brnę we własnym gównie. Cuchnę. Gdzieś musi zjawić się znak, wskazówka, nastąpić przełom, przebłysk odwagi. Coś musi się przecież wydarzyć.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na .

  1. ~Boski pisze:

    Tej odwagi… zawsze jakoś brak.
    Odwagi na 2016 w takim razie 🙂

  2. ~mo;l pisze:

    ta notka brzmi, dwubiegunowo? Right? Masz problem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *