.

Widziałam wczoraj tylko dwóch mężczyzn, którzy prawdziwie świętowali Dzień Kobiet. W starym stylu, z przytupem, z całego serca. Jednego obserwowałam przez szybę samochodu, stojąc w kolejce mi podobnych, próbujących włączyć się do ruchu. Młody, ciemnowłosy chłopak w rozpiętej kurtce. Od płotu do krawężnika ulicy, od krawężnika do płotu, na zakrętach lekutkie zachwiania, aż do sposągowienia przy siatce ogródka. Kiedy go mijałam wpatrywał się w swoje buty. Obawiam się, że dostał wyraźny sygnał od pęcherza moczowego, ale nie jestem pewna czy był w stanie rozsunąć rozporek. Po drugiego pana kontemplującego ławkę przy kiosku, podjechała karetka i straż miejska. Trochę się szarpał, dyskutował, ale w końcu zdecydowanie uniesiony przez strażników, w blasku niebieskich świateł, podprowadzony został do samochodu. Może zawieźli go do domu i oddali w otwarte ramiona stęsknionej żony?

U mnie symbolicznie. Tak i owszem. Tu i tam. Ale bez pompy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *