.

Adam przyjechał do domu na dwa dni. Z Olą. Ponieważ pogoda dopisywała, jednego popołudnia wybraliśmy się na wieś. U wujka posiedzieliśmy przy cieście na werandzie, u cioci przy laptopie oglądając zdjęcia z chrztu najmłodszego członka rodziny, synka chrzestnej Kasi. Ja i teściowa gadałyśmy, a Adam, Ola i Kasia szwendali się po „włościach”. Chaszcze okoliczne, lasek, staw, stara, zrujnowana świniarnia, drzewa, pola..  W którymś momencie, w jednym z  okien zobaczyłam, jak cała trójka wspina się na stogi… I to była jedna z takich zwykłych, moich chwil, które nie wiadomo czemu, wzruszają, wypełniają szczęściem, dają nadzieję i sprawiają, że oddycham głębiej hamując łzy.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *