.

„Eurowizja to wiocha ale i tak zawsze siedzę, i trzymam kciuki podczas punktowania” przeczytałam na jednym z portali. Hehe. Nie podsumowałabym tego aż tak dosadnie, ale coś w tym jest. Wczorajszy półfinał obejrzałam do końca, wiadomo, czekałam na wyniki. Tak jak przy pierwszych piosenkach wizualizacje na scenie mnie zachwycały, tak potem, stopniowo, miałam ich już dosyć. Większość stawiała na efekciarstwo, przy którym ginęły wykonania, a te nota bene jakoś mnie nie zachwyciły. Ten drugi półfinał zlał mi się w jedno i choć nie było tragicznie, nic nie zapadło mi w pamięć na tyle, abym chciała to odtworzyć w necie. Może takie wrażenie spowodowane było ogromnym przeżywaniem występu Michała, który pojawił się na początku. I zabrakło siły na kolejnych wykonawców 😉 Przyznaję się, siedziałam zaciskając mocną jedną pięść i wpatrując w twarz naszego reprezentanta. Oby mu się udało, obu udało – myślałam. A Kasia, obok, aż prężyła ciało w niektórych momentach piosenki. Jakby chciała mu pomóc 😉

Teraz sobota.

Ja będę przed telewizorem na pewno.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *