.

Wybieraliśmy się w sobotę na wieś. Przyjechał Adam i chciałam aby trochę odreagował, wyciszył się, odetchnął. Sama też tego potrzebowałam. Wujek, którego mieliśmy odwiedzić, uprzedzony dzień wcześniej, nie miał nic przeciwko, ale zapowiedział, że ma robotę w ogródku i grilla to sami sobie przygotujemy.  W sobotę zbieraliśmy się do wyjazdu jak to mieszczuchy. Leniwa pobudka, świeże bułeczki z piekarni, ok. 10-tej śniadanie, potem kawa, coś jeszcze i jeszcze. Gotowi to byliśmy dopiero około południa. I wtedy zadzwonił wujek z pytaniem czy przyjeżdżamy, czy zrezygnowaliśmy.

– No tak – śmiałam się do niego, tłumacząc – dla ciebie 12-ta to połowa dnia, a dla nas to dopiero ranek. 😉

Fajnie było. Leniwie, sielsko, bez zbędnego gadania, z kumkaniem żab i nieskrępowanym śpiewem ptaków wokół…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na .

  1. ~Maugosia pisze:

    Taka sielanka… to jest to;)

  2. ~Boski pisze:

    Cisza i spokój zawsze będą niezastąpione 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *