.

 

Postanowiłam zapisać się na regularne ćwiczenia. Mam w pobliżu domu Centrum Tańca i Fitnessu, 5 minut pieszo,  więc aż żal z tego miejsca nie korzystać. Grafik jest dosyć bogaty, można wykupić karnet, popróbować wszystkiego. I tak w ramach zorientowania się w ofercie, poszłam na zumbę. Grupa liczna, część osób tak jak ja, pierwszy raz, a instruktorka niesamowita – energetyczna, plastyczna, taneczna. I co? Moja reakcja na pograniczu szoku i śmiechu. Jak zaczęłyśmy skakać, kręcić się, trząść pupami, piersiami i czym tam która miała, to mnie kolka złapała. Jak klaskały, a podskakując krzyczały – Uno! Dos! Tres! Cuatro! i jeszcze obracały wokół własnej osi, to ja z rytmu wypadałam. Biodro tak, biodro śmak, tu przesyłamy całuski, tam wijemy się jak węże, albo radośnie wkręcamy żarówki przy jednoczesnym konwulsyjnym ruchu całego ciała w obrocie. O Matko Boska! Przetrwałam to wszystko i wróciłam do domu z mieszanymi uczuciami. O tym, że jednak zumba nie jest dla mnie, zdecydowało poranne samopoczucie następnego dnia. Mnie nic nie bolało! A ja uwielbiam jak boli!

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *