.

Koncert odbywał się wieczorem na powietrzu. Usiadłam dosyć daleko od sceny, na jedynej wolnej ławce. Przyszłam sama, nie szukałam znajomości, nie miałam potrzeby integracji, chciałam wysłuchać lokalnych artystów, ucieszyć oczy i uszy działaniami ludzi, którzy mają w tym mieście inicjatywę . Po jakimś czasie dosiadła się do mnie kobieta, którą kątem oka obserwowałam wcześniej, bo kręciła się w tą i z powrotem i z przejęciem opowiadała coś komuś z drugiej strony przyklejonej do ucha komórki. Skomentowałyśmy podobnie jeden z występów na scenie, a potem to już rozmawiałyśmy regularnie pomiędzy kolejnymi wykonami. Okazała się działaczką na rzecz cyrków bez zwierząt i wracała właśnie z jednego ze spotkań poprzedzających większą akcję, która w tej sprawie wkrótce w naszym mieście. Podałyśmy sobie namiary na facebooka. I fajnie.

Kiedyś w poczekalni u dentysty poznałam śpiewaka. Prawdziwego. Po szkołach, z pasją, bez specjalnych osiągnięć. I też fajnie.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *