.

Nie byłam pewna tego babskiego spotkania zaplanowanego na piątkowe popołudnie, ale potrzebowałam odmiany. Dotarło nas całkiem sporo. Obiad, przystawki, trunki. Wszystko smaczne, muzyka w tle, róże w wazonie, towarzystwo wesołe więc i alkoholu nie odmówiłam. A mnie niewiele potrzeba.  Szmera w głowie miałam całkiem szybko. Nie tylko ja zresztą. Gadałyśmy jak najęte, zagrzmiałyśmy 100 lat i gwiazdkę pomyślności– nie wiem dla kogo i po co, i tak zeszło nam kilka godzin.  Ostatnią 6-tkę (w tym mnie) zgodził się porozwozić do domów mąż koleżanki. Zgodził się – źle powiedziane – postawiony został przed faktem i niespecjalnie mógł odmówić. Władował nad do sporego wozu, ruszył i ze spokojem (choć z niezbyt zadowoloną miną) wysłuchiwał śpiewów typu „Na pożegnanie wszyscy razem…” czy „Ogniska już dogasa blask”. A w domu, przygotowując sobie kąpiel, śmiałam się do wody lecącej z kranu.

Nie żałuję.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *