.

Nie wypucowałam szafek, nie umyłam okien – to bez znaczenia, ale, że nie posadziłam rzeżuchy w odpowiednim czasie?! – to niewybaczalne uchybienie! Takie miałam te ostatnie dni ciężkie emocjonalnie, takie bylejakie, takie zdołowane…że…..ech….uciekło….Gdy napisałam Adamowi o swoim niedopatrzeniu, to odpisał, że zastanowi się czy w tej sytuacji przyjechać na Święta!

Więc w piątek rozpoczęłam totalne poszukiwania wyrośniętej rzeżuchy. Obeszłam sklepy na osiedlu, markety, warzywniaki… i nic.

Postanowiłam pojechać w sobotę na rynek. Ale kiedy rano wracałam z piekarni dostrzegłam zielone kępki w żółtych miseczkach na wystawie kwiaciarni, która stoi tuż przy moim bloku! I to była ona! Rzeżucha!!

Uratowałam Święta!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „.

  1. sarahh pisze:

    Święta bez rzeżuchy się nie liczą 😉

  2. ala pisze:

    a ja swoją posiałam odpowiednio wcześniej, ale nie wytrzymała do Świąt – została pożarta 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *