.

Adam zrobił sobie urlop dziekański na studiach, bo dostał pracę na której mu zależało. Mieszka w Gdańsku, dużo jeździ po Polsce, wpada do domu robiąc przerwę w podróży. Zje, pogada, coś zabierze. Pojawia się rzadko, czasem na pół godziny raptem. To mało, ale i tak cieszę się gdy przyjeżdża, choćby niespodzianie. Nie zamęczam go telefonami, dzwonię na chwilę, nie wymuszam odwiedzin, staram się dostosować. Ale zawsze na niego czekam. Nie rozpaczliwie, desperacko, ale tak w środku, prawie niezauważalnie. Funkcjonuję normalnie przecież, cieszę się, smucę, planuję, piorę, chodzę na zajęcia, pomagam Kasi w matematyce, czytam, gotuję… Ale niech tylko Adam zadzwoni. Niech wejdzie w drzwi. Taka błogość mnie ogarnia. Taki wysoki jest. Taki elegancki. Taki przystojny. Łagodny. Przez chwilę jakby jaśniej. Jakby lżej.

A potem zerkam przez firankę gdy odchodzi…

I znowu czekam.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *