.

Wyszłam z bloku akurat w momencie gdy mijała moją klatkę. Niosła kilka gałązek akacji. Porozmawiałyśmy chwilę, a mnie przypomniało się jak takie gałązki maczaliśmy w cieście naleśnikowym i smażyliśmy na patelni jak placki. Wieki temu. Nie znała tego przepisu. Widujemy się sporadycznie, na chwilę, na kilka zdań. Ma w sobie pogodę. Ubiera się jasno, chodzi płynnie. I zawsze ma dla mnie uśmiech i kilka miłych słów. A gdy nie mam nastroju i stękam coś o zmęczeniu, zniechęceniu, braku sił, przypomina, że trzeba cieszyć się tym co mamy, odrzucać złe myśli i patrzeć pogodnie. Ma dobrą aurę. Niewiele wiem o jej życiu. Tym prawdziwym, a nie takim jakie sobie dla niej wymyśliłam. Może i dobrze.

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *