.

W czerwcu rozpoczęły się zajęcia z salsy kubańskiej, na które poszłam z ciekawości i potrzeby ruchu. Niekoniecznie należało przyjść w parze, więc spełniałam warunki. Zespół zróżnicowany wiekowo, ale totalnych młokosów brak. I sporo mężczyzn dzięki czemu dziewczyny nie musiały wciąż tańczyć z dziewczynami. Zajęcia są fajnie skonstruowane, bo sporo tańczymy się grupie, w kółku, zamieniając się partnerami. Sądziłam, że będzie mi szło lepiej, ale niestety, pewne przyzwyczajenia ciała, jakiś rodzaj zamknięcia, kontroli ruchu, nie pozwalają na wskazaną swobodę. Ale jest dużo śmiechu, dziwnych nazw, które nie od razu kojarzą mi się z konkretną figurą i wysiłku. Po zajęciach bywałam spocona jak po wizycie w klubie fitness. Fajna zabawa i fajni ludzie. Zajęcia odbywały się też w lipcu, teraz jest przerwa, a potem kontynuacja we wrześniu. Nie zintegrowałam się na maksa, chociaż odważyłam się spotkać się z kilkoma osobami na dodatkowych zajęciach w plenerze, na imprezę poszłam raz i wyszłam najwcześniej, z nikim nie zawiązałam bliższej relacji, nie uaktywniłam na facebooku. Ale same zajęcia dają mi dużo pozytywnej energii… Pomyślę jeszcze o tym wrześniu.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *