.

Nocą budzą się lęki, drobne przerażenia, tycie niepokoje. Ciszą wybudzone, przeciągają się zalotnie, kiwają palcem beztrosce, puszczają oko i kołyszą na boki. Niech tylko oddech się uspokoi, niech tylko ciało odpręży. Zakładają buty na szpilkach, odpalają szampana, stukają kieliszkami. Dyskutują o wszystkim i o niczym. Kłócą, jazgoczą. Wtedy budzę się zbyt wcześnie i mimo tego, że mogłabym jeszcze pospać, że chciałabym, w głowie taki zamęt, że nic z tego. Przewracam się z boku na bok, zamykam oczy próbując zagłuszyć krnąbrnych, myślę o fajnych rzeczach, o morzu, falach, piasku, a słyszę że zegar tyka w kuchni, że woda ciurka w sedesie, myślę o wypadającej śrubce w drzwiach samochodu, o wizycie u lekarza, kontroli Kasi, ile Adam spędzi czasu w samochodzie, że powinnam pomalować ścianę, położyć coś na podłodze w łazience, dlaczego to, po co tamto, nie dam rady, zagubię się, nie umiem, robię źle, a może dobrze, że jeszcze z 15 kg pomidorów na przeciery, że nikt mnie nie widzi, szczególnie tej w środku, że znowu zapłacę karę w bibliotece, żal, zazdrość, gdzie schowałam te notatki z wakacji, bolą mnie plecy, powinnam, a właśnie że nie, niech mnie przytuli, pić mi się chce, ten dywan taki brudny, kuchenki nie mogę doczyścić, a jak stracę pracę, a jak zachoruję, bilet do teatru odebrać, z kurtki wyrosła, narysuję, czy wytrwam, szampon się skończył…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „.

  1. sarahh pisze:

    Nienawidzę, kiedy dopadają mnie bezcenne noce. Tupot złych myśli,…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *