.

Kasia z koleżanką wymyśliły sobie challenge, który miał polegać na zrobieniu i spróbowaniu najgorszej w świecie pizzy. Kupiły różne dziwne rzeczy – pasztet, skórkę pomarańczową, szproty, zupkę chińską, drobne słodycze.. plus gotowe ciasto do pizzy. Kuchnię miały do dyspozycji bez ograniczeń, bo byłam w pracy. Przyrządzały, piekły, próbowały zjeść. Co do ostatniego – z mizernym skutkiem. Nigdy nie mam nic przeciwko, lubię takie akcje, ale….. Kiedy wróciłam do domu zastałam w kuchni pobojowisko. Okruchy wszędzie, brudny stół, piekarnik, plamy na ścianie i smród spalenizny. Sprzątnęłam. Po wyjściu koleżanki wywaliłam swoje żale. Usłyszałam, że mogłam powiedzieć, że posprzątałaby później. No niby tak. A kiedy dodałam że byłoby mi za nią wstyd gdyby to ona u kogoś zostawiła taki bałagan, to usłyszałam, że ona u kogoś to zawsze po sobie sprząta.

Ha!

A swoją drogą to pizza (a raczej wariacja na temat pizzy) była totalnie zmasakrowana, nie do zjedzenia. Challenge się udał.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *