.

Już drugi rok chodzi z nami na zajęcia plastyczne – prawie trzydziestoletni, autystyczny chłopak. Na początku izolował się maksymalnie, spędzając 4 godziny przy sztaludze. Nie odzywał, bardzo niezrozumiale reagował na zadawane pytania. Totalnie skupiony na pracy, nigdy bezczynnie, w swoim, fascynującym, dziecinnym, kolorowym świecie. Na wernisażach stawał przed każdym obrazem na dłużej, fotografował, wnikał w szczegóły, a gdy zdarzyło mi się niefortunnie w takim momencie do niego zagadać, aż podskoczył. Mijały miesiące, nikt mu się nie narzucał, ale też nie traktował jak dziwaka, wykonywał ćwiczenia indywidualne, ale też uczestniczył we wspólnych, grupowych zadaniach. Nasze zajęcia charakteryzują się wielką swobodą, jeśli nie chcesz – nie musisz malować, możesz przyjść pogadać, jeśli masz ochotę rysujesz martwą naturę, jesz, pijesz herbatę, wymyślasz na papierze swój świat… Najczęściej łączymy to wszystko razem.  On zawsze pracuje. Ale od jakiegoś czasu najczęściej przy wspólnym stole. Teraz zawsze się wita, odpowiada na pozdrowienia, na pytania. Wielkim przełomem i wzruszeniem była dla mnie Wigilia, którą sobie zorganizowaliśmy. Światełka, jedzenie, przygaszone światło i życzenia. Tak wyszło, że każdy wstawał i mówił coś od siebie – nie wyłamał się, a potem indywidualnie – uczestniczył z uśmiechem i bez specjalnego napięcia. No i gra w ziemniaka gdzie trzeba reagować szybko i spontanicznie. Siedział obok, odpowiadał zaraz po mnie, pomyślałam – jeśli będzie trzeba to pomogę, miałam obawy że on się zestresuje, zamilknie, zapytałam – dasz radę? Dam – odpowiedział.  I dał! Co ja mówię, był w zasadzie pełnoprawnym uczestnikiem zabawy! To było niesamowite. Dla mnie – jak prezent.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *