.

Rano w sobotę, w sklepie, kupując bułki, poprosiłam dodatkowo o baton. Wiedziałam o jaki mi chodzi, ale jego nazwa zupełnie wyleciała mi z głowy. Eee…. hmm…no….Pośmiałyśmy się z panią sprzedawczynią chwilę, a ponieważ batona wizualnie nie zlokalizowałam, wyszłam zawiedziona. Potem w domu, w trakcie drobnych porządków, podniosłam z podłogi t-shirt Kasi z myślą aby wrzucić go do pralki…a wyrzuciłam do kosza na śmieci. A jeszcze później, gdy gotowałam pomidorówkę i chciałam ją lekko zagęścić mąką, wsypałam tę mąkę do właśnie zrobionej kawy, zamieszałam…

Jakieś zaćmienie, oby jednorazowa niedyspozycja.

Ale jakby coś – lubię batony marcepanowe.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *