.

W Boże Ciało odbywa się w naszym parku koncert. Duża scena przygotowana specjalnie na tę okazję, wielu wykonawców, solistów, chór, orkiestra. Wesoło, gospelowo, głośno. Przed sceną miejsce dla tańczących dzieci i młodzieży, dalej sporo rzędów krzeseł, których i tak zawsze brakuje, ale przyjemnie jest usiąść na kocu, na niewielkim wzniesieniu niedaleko sceny. Co zawsze robię. Nie uczestniczę w tym wydarzeniu specjalnie wzniośle, nie klęczę, nie wznoszę rąk do nieba, ale po prostu dobrze się bawię chłonąc pozytywne przesłanie. W tym roku wybrałam się z koleżanką. Było fajnie dopóki pogoda nie spłatała figla. Najpierw ogromna ulewa, potem burza z błyskami. Zrobiło się niebezpiecznie i po godzinie organizatorzy przerwali koncert. Byłyśmy przemoczone, bo nawet parasole nie dawały rady tym opadom i koleżanka zaprosiła mnie do siebie. Poznałyśmy się stosunkowo niedawno, a to ciekawa osoba. Poszukująca swojego miejsca w przestrzeni materialnej i duchowej, skupiona, uważna, trochę zagubiona, pomału niezależna. Dobrze się czuję w jej towarzystwie, swobodnie. W pewien sposób mnie inspiruje. Ma w sobie spokój i kruchość. I jakąś dobroć. Pogadałyśmy, zrobiła mi herbatę, a ma ich całe mnóstwo, różnych, dziwnych. Z całego stosiku opakowań wybrała mi taką na szczęście. A ja się zgodziłam. Mam nadzieję, że już działa 😉

Ten deszcz to jednak dobry był.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *