.

W ramach Wakacyjnego Festiwalu Teatrów Dziecięcych zza Granicy udało mi się obejrzeć 3 spektakle. Biletem wstępu, jak zwykle, była polska książka, a ja w tym roku miałam ich całą reklamówkę! Sporo dorzucił kolega, który porządkował swoją biblioteczkę. Ale w tym miejscu musze się do czegoś przyznać (o czym poinformowałam również kolegę) – nie oddałam kilku książek o Muminkach. Nie mogłam. Walczyłam, bo przecież to dla dzieci, szczytny cel i takie tam, ale potem poddałam się tej pierwszej myśli – musisz je mieć! Bo…bo…bo tak! Może za rok oddam…

Napiszę to co zwykle piszę po tym wydarzeniu – wzruszenie, podziw i radość. Utalentowane dzieci i młodzież z Litwy, Ukrainy, Białorusi, ich cudowne „lia, lia, lia…” i zaśpiew w wymowie i serce dla teatru. Jeden spektakl był niesamowity, utrzymany w stylu starego kina, z charakterystyczną postacią Charliego Chaplina, starą kamerą, wymowny, nie przegadany, plastyczny, pomysłowy, pełen emocji i zwrotów akcji, na bazie autorskiego scenariusza opiekunki grupy. Siedziałam za jury i usłyszałam jak po spektaklu, młoda aktorka wchodząca w jego skład, zapisując coś w notesie, westchnęła po tym przedstawieni wymownie, z zachwytem – No to pozamiatane.

Dobrze spędzony czas. Bardzo dobrze.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *