.

Weterani wycieczek zagranicznych śmiali się, że to nic trudnego, po co ten stres, daj spokój, dasz radę, biuro zajmie się wszystkim. Nie wierzyłam, a było tak jak mówili. 😉 Bo postanowiłam polecieć z Kasią do Grecji. Mój pierwszy raz z biurem, jej pierwszy lot, nasz pierwszy wspólny wyjazd zagraniczny. Było fajnie, momentami super. Bez większych problemów poradziłyśmy sobie z każdym punktem programu, zaliczyłyśmy dwie większe wycieczki w trakcie wypoczynku, przeżyłyśmy przygodę. Minusów brak. Poza standardowymi wspomnieniami mam kilka takich, o których napiszę ku pamięci:

1. Spacerując dzikim nabrzeżem zapuściłyśmy się w miejsce, gdzie ściśle otoczone roślinami nie byłyśmy przez nikogo widoczne. Stałyśmy na brzegu rzucając kamienie i mając prywatny widok na morze i wyspy.

2. Ktoś zostawił komórkę na lotnisku. Gdy zapytałam Pana z obsługi co zrobić z tym fantem, nie wiedział co mi doradzić. A potem na ten telefon zadzwonił Stefan. Odebrałam. I odnaleźliśmy się przy bramce 38.

3. Huk cykad. Nie spodziewałam się, że jest taki potężny. Po dwóch dniach przestał przeszkadzać.

4. Jeździec z Artemizjonu – rzeźba z brązu, która zrobiła na mnie największe wrażenie w Muzeum ateńskim. Dynamizm, szczegóły, sprzed tylu lat…

5. W naszym hotelu przebywało wielu Rosjan więc wszelkie zabawy, animacje, piosenki serwowane przy basenie, były w tym języku. Momentami miałam dosyć. Puszczony znienacka jeden jedyny przebój Zenka Martyniuka wywołał uśmiech na mojej twarzy.

6. Zmęczone długim dniem na Eginie, usiadłyśmy na zacienionej ławeczce czekając na prom. Obok miejscowego malarza. Miał sztalugę, deseczki, na których wykonywał małe obrazki, farby. Bez zębów, umazamy, obdarty taki, na luzie. Z przyjemnością obserwowałam jego niespieszne zajęcie. Zazdrościłam. Żałuję, że nic od niego nie kupiłam.

7. Krem z filtrem 50 działa. Ale nie wolno zapominać o stopach.

8. W maleńkiej kawiarence w Atenach, do mojej (ku zdziwieniu Pań ciepłej) kawy podano nam dzbanek wody i dwie szklanki z lodem. Woda i lód – cudowny wynalazek.

9. Bakłażan – nareszcie wiem, że nadaje się do jedzenia.

10. Robert (imię wymyśliła Kasia) – stary, bezdomny pies, który przykleił się do nas w miasteczku jachtowym. Miałyśmy problem aby go zmylić. A dwa dni później mijałyśmy go jadąc autokarem. Jakby się z nami żegnał. Coś czuję, że się już nigdy nie zobaczymy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na .

  1. Kasiolka pisze:

    No fajnie było no wiadomo. Ale tyle tych zdjęc robiłaś jaaa nie mogeee.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *