.

W trakcie mszy na Jasnej Górze spacerowałyśmy wokół Sanktuarium, a potem siedziałyśmy daleko za Błoniami, przy końcówce Alei Sienkiewicza. Nie chciałyśmy udawać, że uczestniczymy. Ta staruszka, ciągnąca za sobą dwie walizki na kółkach, kierowała się od podnóża Alei w stronę ołtarza, cały czas pod górę. Maleńka, ubrana na czerwono, z rozpuszczonymi siwymi włosami. Gdy nas mijała, miałam taki odruch żeby pomóc, powiedziałam do Kasi – może jej pomożemy i lekko się uniosłam, ale potem usiadłam i ta chwila minęła. Nie wiem czemu. A ona szła, wzdłuż ławek przy których modlili się ludzie. Klęczeli. Śpiewali. Patrzyłam na nią licząc na to, że ktoś okaże się lepszy ode mnie. Ale nikt jej nie pomógł. Na samej górze przystanęła, odstawiła walizki i uklęknęła na chodniku. Wciąż mam wyrzuty sumienia.

– Może Ona była twoim Jezusem? – stwierdziła Kasia, gdy kolejny raz o niej wspomniałam

Jeśli tak, to nie zdałam egzaminu.

Zresztą nie tylko ja. I wcale nie jest mi przez to lżej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *