.

Wyglądał jak Ryan Reynolds. Był cudowny. Czuły, opiekuńczy, dla mnie. A potem ta impreza niespodzianka. Ledwo wstałam, a do domu wtoczył się tabun ludzi. Rozkrzyczanych, z balonami. Miałam na sobie kiepską koszulinę, na głowie gniazdo, ta wizyta zupełnie mi nie pasowała. Próbowałam wyprosić towarzystwo, prosiłam Ryana o pomoc. Nikt mnie nie słuchał. Jakoś uciekłam….Znalazłam się na osiedlowym podwórku, przy śmietniku, miałam kosmiczny, żółty strój i mikrofon w dłoni. Byłam sama. Zaczęłam śpiewać, głośno, od serca, krzycząc i płacząc przy tym. Gdy skończyłam, rozległy się brawa. Wokół mnie zebrali się ludzie, których zachwycił mój szczery, spontaniczny występ. Poczułam się szczęśliwa.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *