.

Wyskoczyłam na te warsztaty bez wcześniejszego planu aby na nich być. Półtorej godziny, żeby z grupką dorosłych pobawić się gipsem, wodą i papierem. Mieszaliśmy, babraliśmy, lepiliśmy. Kilkanaście kobiet i jeden mężczyzna, nie licząc prowadzącego. Siedziałam obok starszej, żywotnej Pani Joasi z jednej strony i eleganckiej, mojej rówieśniczki, z drugiej. Pierwsza ulepiła misia, druga rybkę. Ja beznadziejnego ptaszora z podartymi skrzydłami. Wszyscy gadali, śmiali się, żartowali. Przyjemna atmosfera, która mnie nie wciągnęła. Chciałabym, próbuję, ale coraz częściej nie czuję się swobodnie w sytuacjach gdy wymagana jest reakcja, interakcja, współgranie, współbrzmienie. Jestem, ale mnie nie ma.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *