.

Jeszcze nigdy nie chodziłam tyle co teraz. Jeśli tylko nie idę do pracy, a pracuję w innym systemie niż dotychczas, wychodzę na poranny, czasem dwugodzinny spacer. Najczęściej nad jezioro, do lasu. Gdy „zamknęli” lasy, spacerowałam mniej uczęszczanymi uliczkami osiedla. Muszę swoje wychodzić, bo cały stres, złość, niezrozumienie, mam w nogach. Głowa korzysta przy okazji. Maseczkę, nie, przepraszam – szmatkę na twarz, zakładam wchodząc do sklepu, autobusu. Gdy czuję, że tak trzeba. Tak samo z rękawiczkami. Zakupy robię rano, wybierając mniej oblegane miejsca. Unikam skupisk nie tylko dlatego, że powinnam, ale dlatego, że ludzie mnie drażnią. Ich paranoja, niechęć, małostkowość, złośliwość wywołują mój opór. Unikam TV, wystarczają mi wiadomości radiowe i muzyka. Nie walczę, nie tłumaczę, nie przekonuję, nie udzielam się w mediach społecznościowych, bo nie wiem co jest słuszne dla ogółu. Ale wiem co jest dobre dla mnie. I tego się trzymam.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *