.

Mam takie miejsce nad jeziorem. Ma sens tylko rano, bo w innych godzinach towarzystwo ludzi zepsułoby całą jego magię. Blisko wody leży złamany konar. Na tyle gruby, że można na nim usiąść całkiem wygodnie. Słońce świeci wtedy prosto w oczy, chociaż wraz z dojrzewaniem wiosny liście nad głową zaczynają tworzyć nieszczelny (na szczęście) baldachim. Łatwo tam trafić. Trzeba iść brzegiem jeziora, minąć wędkarza, potem drugiego, czasem trzeciego, a bywa że i czwartego. No i potem to już jestem ja. Chociaż mam wrażenie, że coraz bardziej wtapiam się w tło, przy odrobinie wysiłku, można mnie zobaczyć. I dosiąść się. Ale niekoniecznie rozmawiać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na .

  1. Się pisze:

    Rozumiem. Miewam to samo. Niekoniecznie na pniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *