.

Kojący wpływ spacerów porannych odkryłam już dawno, ale te nadmorskie to zupełnie inna bajka. W trakcie pobytu nad morzem codziennie wymykałam się z pensjonatu po godzinie 7-ej z i szłam na plażę. Dwie godziny chodzenia, snucia się, grzebania w piasku, z wiatrem, pod wiatr, ze słońcem i wbrew niemu, z dynamiką chmur nad głową, z błękitem, z deszczem, patyki, kamyki, groźny szum, łagodny plusk. Niewielu takich jak ja, jacyś biegacze, psiarze, poszukiwacze rzeczy zagubionych… Czułam się w takich chwilach najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. I najbardziej samotnym. Dziwna mieszanka, zlepek pozornie wykluczających się emocji. Esencja mnie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na .

  1. sarahh pisze:

    Co roku sobie obiecuję…. a potem śpię do oporu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *