.

Mój osobisty wielbiciel osiedlowy, w wieku taty, niezmiennie mnie zaskakuje.
Tym razem w niedzielę rano.
Jak często mi się zdarza w wolne dni, poszłam na spacer. Po godzinie 8-ej byłam już spory kawałek od domu. Przyjemny chłodek, słońce, puste chodniki, prawie puste ulice. I nagle do chodnika, którym szłam, podjeżdża samochodzik (który wcześniej jechał w przeciwnym kierunku), odsuwa się szybka, a za kierownicą znajomy, uśmiechnięty Pan raczący mnie słowami:
– Byłbym zaszczycony gdybym mógł podwieźć Panią do domu
Odmówiłam, bo spaceru bardzo potrzebowałam. Pan był niepocieszony, ale grzecznie życzył mi miłego dnia, ponownie zawrócił i odjechał. A ja uśmiechałam się do siebie…długo…


Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *