.

To jest tak, jakby zasysało mnie do środka. Mimowolnie robię dziubek, policzki się zapadają, ciało kurczy. Zwijam się, marszczę, niczym liść zaatakowany szkodnikiem albo niespodziewanym przymrozkiem. Radość, plany, zdolności, myśli, słowa. To wszystko znika w bliżej nieokreślonej przestrzeni. We mnie. Lub poza mną. Nie ma nic. Siadam i o niczym nie myślę. Idę i nie myślę. Jadę i nie myślę. Wciąż jednak mówię. Nic mądrego. Więc coraz rzadziej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *