.

W przerwie świąteczno-noworocznej, poza spotkaniami rodzinnymi w stałym, niezmiennym gronie, przeczytałam jedną książkę, obejrzałam trzy przedstawienia baletowe, opanowałam podstawy szachów, byłam dwa dni nad morzem i zapomniałam o alergii na TV na rzecz koncertu noworocznego z Wiednia. Przy czym, w obliczu wszystkich pozytywnych emocji i zdarzeń ostatnich dni, ten cudowny koncert mnie totalnie rozwalił. Przecież radzę sobie z obecną sytuacją. No radzę. Normalnie pracuję, z ludźmi zamiast monitorów, spaceruję, czytam, oglądam, odbieram dobre bodźce wszelakie, posiłkuję pięknem natury, kulturą, sztuką, muzyką online.. ale ten brak osób na widowni…brak braw…nie sądziłam, że aż tak…przepłakałam wszystkie przerwy pomiędzy utworami, wychodziłam, wracałam, żaliłam się, smarkałam, rozsypałam, rozbolałam od głowy po wszelkie koniuszki…


Ale…przez łzy… zauważyłam, że bębniarz był niczego sobie. 😉

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *