.

Krótki wypad nad morze w grudniu, dał mi wiele radości i wspomógł jakoś tak wewnętrznie. Bo jeśli nawet nie uleczył definitywnie, to był wskazanym zastrzykiem pozytywnych emocji. Jeden wieczór z księżycem rzucającym poświatę na spokojną toń, a potem dzień z mroźnym powietrzem, lekkim wiaterkiem, łabędziami, mewami, szumem fal i kawą na wynos. A ponadto Adam, Ola, Luna, szachy i filmy.

I jedna sytuacja, którą zatrzymałam w kadrze – Adam, pucujący swoje buty jakimś specyfikiem i sięgający po moją parę aby je też wyczyścić.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kategoria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *