.

Jechałam z Kasią samochodem. Na pasie obok zrównała się ze mną stara, pomarańczowa nyska. Miałam otwarte okno i kątem oka dostrzegłam zainteresowanie mną, kierowcy i pasażera. Ponieważ nie reagowałam na ich wychylanie, usłyszałam w końcu gromkie i wymowne:

– Eeee!!! Rudaaa!!!

Się ma coś w sobie co nie.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Na smutki najlepsze są albumy. Z malarstwem. Na bylejakość, która dopada wbrew wszystkiemu. Oczywiście kolorowe. Na zwątpienie w wartość, istotę, ideę. Najlepiej z jakimś zarysem biograficznym. Na cichość. Krzyczące kolorami, zdumiewające ekstrawagancją. Na jazgot. Kojące ulotnością chwili, aksamitem dłoni, bezbłędnością spojrzenia.

Kupuję używane. Bo coraz częściej.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Koleżanka stwierdziła – dlaczego ja mam godzić się na to jak jest, jestem jeszcze młoda, ładna, fajna, miła, postanowiłam, że się zakocham.

Plan świetny.

Gdyby nie mąż.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

W moim mieście odbywały się pokazy fabularyzowanego widowiska historycznego zrealizowanego w technologii wirtualnej rzeczywistości pt. „Kartka z Powstania”. Bardzo chciałam to zobaczyć. Gdy zadzwoniłam pierwszego dnia prezentacji, okazało się, że wszystkie godziny już zajęte. A pokazy odbywały się na dwóch stanowiskach co pół godziny od 10-tej do 17-tej przez 5 dni! Wcale nie byłam zła, raczej mile zaskoczona zainteresowaniem mieszkańców, o czym powiedziałam Panu przez telefon. Wpisał mnie na listę rezerwową. A po kilku dniach zadzwonił, że będę miała okazję obejrzeć ten film, bo ze względu na wielu chętnych zwiększono ilość pokazów.

Bardzo ciekawe doznanie, chociaż nie pierwsze takie moje. Kiedyś Adam zabrał mnie w Gdańsku do lokalu, w którym można było w tym wirtualnym świecie pobyć. I wtedy z mostku nie skoczyłam w przepaść. Wiedziałam, że to fikcja, ale nie mogłam zmusić swojej nogi do tego kroku. Tym razem w kanałach dałam radę.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Weterani wycieczek zagranicznych śmiali się, że to nic trudnego, po co ten stres, daj spokój, dasz radę, biuro zajmie się wszystkim. Nie wierzyłam, a było tak jak mówili. 😉 Bo postanowiłam polecieć z Kasią do Grecji. Mój pierwszy raz z biurem, jej pierwszy lot, nasz pierwszy wspólny wyjazd zagraniczny. Było fajnie, momentami super. Bez większych problemów poradziłyśmy sobie z każdym punktem programu, zaliczyłyśmy dwie większe wycieczki w trakcie wypoczynku, przeżyłyśmy przygodę. Minusów brak. Poza standardowymi wspomnieniami mam kilka takich, o których napiszę ku pamięci:

1. Spacerując dzikim nabrzeżem zapuściłyśmy się w miejsce, gdzie ściśle otoczone roślinami nie byłyśmy przez nikogo widoczne. Stałyśmy na brzegu rzucając kamienie i mając prywatny widok na morze i wyspy.

2. Ktoś zostawił komórkę na lotnisku. Gdy zapytałam Pana z obsługi co zrobić z tym fantem, nie wiedział co mi doradzić. A potem na ten telefon zadzwonił Stefan. Odebrałam. I odnaleźliśmy się przy bramce 38.

3. Huk cykad. Nie spodziewałam się, że jest taki potężny. Po dwóch dniach przestał przeszkadzać.

4. Jeździec z Artemizjonu – rzeźba z brązu, która zrobiła na mnie największe wrażenie w Muzeum ateńskim. Dynamizm, szczegóły, sprzed tylu lat…

5. W naszym hotelu przebywało wielu Rosjan więc wszelkie zabawy, animacje, piosenki serwowane przy basenie, były w tym języku. Momentami miałam dosyć. Puszczony znienacka jeden jedyny przebój Zenka Martyniuka wywołał uśmiech na mojej twarzy.

6. Zmęczone długim dniem na Eginie, usiadłyśmy na zacienionej ławeczce czekając na prom. Obok miejscowego malarza. Miał sztalugę, deseczki, na których wykonywał małe obrazki, farby. Bez zębów, umazamy, obdarty taki, na luzie. Z przyjemnością obserwowałam jego niespieszne zajęcie. Zazdrościłam. Żałuję, że nic od niego nie kupiłam.

7. Krem z filtrem 50 działa. Ale nie wolno zapominać o stopach.

8. W maleńkiej kawiarence w Atenach, do mojej (ku zdziwieniu Pań ciepłej) kawy podano nam dzbanek wody i dwie szklanki z lodem. Woda i lód – cudowny wynalazek.

9. Bakłażan – nareszcie wiem, że nadaje się do jedzenia.

10. Robert (imię wymyśliła Kasia) – stary, bezdomny pies, który przykleił się do nas w miasteczku jachtowym. Miałyśmy problem aby go zmylić. A dwa dni później mijałyśmy go jadąc autokarem. Jakby się z nami żegnał. Coś czuję, że się już nigdy nie zobaczymy.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Przez dwa dni żaliła mi się na messengarze, że ma trudności z zaklimatyzowaniem się, że dziewczyny w pokoju wciąż się śmieją, że czuje się niekomfortowo i w ogóle to przecież ona jeszcze przed wyjazdem wiedziała, że nie będzie fajnie. Było mi ciężko, mimo tego, że pamiętałam podobną sytuację sprzed roku. Bałam się, że tym razem takie nastawienie nie przejdzie. Ale przeszło. Potem było coraz lepiej, aż do totalnego towarzyskiego szaleństwa. Nagle dziewczyny okazały się super, chłopcy odjechani, młodsi obozowicze zabawni, góry piękne. A Kasia – lubiana i popularna. Gdy autokar dowiózł obozowiczów do domu, długo żegnała się z wybranymi, popłynęły łzy.

Niczego nie zgubiła, przywiozła wszystkie swoje rzeczy z powrotem. Razem z reklamówką jedzenia, którą dałam jej dwa tygodnie wcześniej na wyjazd.

A były w niej bułki.

Z wędliną.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Ratownicy dopiero szykowali się do niedzielnego dyżuru, który nie zapowiadał się intensywnie, bo pogoda raczej nadmorska. Nad jeziorem dwóch, ukrytych w krzakach wędkarzy, para z psem, jakiś biegacz i ja. Szum drzew najpiękniejszy z możliwych, bo niezmącony ludzkimi głosami. Intensywny wiatr co chwilę odganiał chmury pozwalając słońcu przypiekać moje policzki. Leżałam na pomoście otulona swetrem w niby ciszy. Niby, bo grało mi najcudowniej. Czas przycupnął, zupełnie niedaleko. Bazgrolił kijkiem w piachu. Nic, niczego, nikogo, niczemu…

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Młody mężczyzna pchał wózek spacerowy z mniejszym dzieckiem. Szedł szybko. Za nim, w odległości dwóch kroków, młoda kobieta. Za nią, następne dwa kroki, starsza córeczka. Tak szli chodnikiem, jedno za drugim, tak przeszli przez ulicę, tak poszli dalej. On się nawet nie oglądał, ona próbowała nadążyć, dziewczynka co chwilę przyspieszała podskokami, bo przecież nie mogła im dorównać. Odprowadzałam ich wzrokiem dosyć długo zastanawiając się – Czy ja też tak się kiedyś zachowywałam? Czy my tak się zachowywaliśmy? Czy tak bezsensownie spieszyliśmy? Może się zdarzyło… Tylko po co?

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

W ramach Wakacyjnego Festiwalu Teatrów Dziecięcych zza Granicy udało mi się obejrzeć 3 spektakle. Biletem wstępu, jak zwykle, była polska książka, a ja w tym roku miałam ich całą reklamówkę! Sporo dorzucił kolega, który porządkował swoją biblioteczkę. Ale w tym miejscu musze się do czegoś przyznać (o czym poinformowałam również kolegę) – nie oddałam kilku książek o Muminkach. Nie mogłam. Walczyłam, bo przecież to dla dzieci, szczytny cel i takie tam, ale potem poddałam się tej pierwszej myśli – musisz je mieć! Bo…bo…bo tak! Może za rok oddam…

Napiszę to co zwykle piszę po tym wydarzeniu – wzruszenie, podziw i radość. Utalentowane dzieci i młodzież z Litwy, Ukrainy, Białorusi, ich cudowne „lia, lia, lia…” i zaśpiew w wymowie i serce dla teatru. Jeden spektakl był niesamowity, utrzymany w stylu starego kina, z charakterystyczną postacią Charliego Chaplina, starą kamerą, wymowny, nie przegadany, plastyczny, pomysłowy, pełen emocji i zwrotów akcji, na bazie autorskiego scenariusza opiekunki grupy. Siedziałam za jury i usłyszałam jak po spektaklu, młoda aktorka wchodząca w jego skład, zapisując coś w notesie, westchnęła po tym przedstawieni wymownie, z zachwytem – No to pozamiatane.

Dobrze spędzony czas. Bardzo dobrze.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

W Boże Ciało odbywa się w naszym parku koncert. Duża scena przygotowana specjalnie na tę okazję, wielu wykonawców, solistów, chór, orkiestra. Wesoło, gospelowo, głośno. Przed sceną miejsce dla tańczących dzieci i młodzieży, dalej sporo rzędów krzeseł, których i tak zawsze brakuje, ale przyjemnie jest usiąść na kocu, na niewielkim wzniesieniu niedaleko sceny. Co zawsze robię. Nie uczestniczę w tym wydarzeniu specjalnie wzniośle, nie klęczę, nie wznoszę rąk do nieba, ale po prostu dobrze się bawię chłonąc pozytywne przesłanie. W tym roku wybrałam się z koleżanką. Było fajnie dopóki pogoda nie spłatała figla. Najpierw ogromna ulewa, potem burza z błyskami. Zrobiło się niebezpiecznie i po godzinie organizatorzy przerwali koncert. Byłyśmy przemoczone, bo nawet parasole nie dawały rady tym opadom i koleżanka zaprosiła mnie do siebie. Poznałyśmy się stosunkowo niedawno, a to ciekawa osoba. Poszukująca swojego miejsca w przestrzeni materialnej i duchowej, skupiona, uważna, trochę zagubiona, pomału niezależna. Dobrze się czuję w jej towarzystwie, swobodnie. W pewien sposób mnie inspiruje. Ma w sobie spokój i kruchość. I jakąś dobroć. Pogadałyśmy, zrobiła mi herbatę, a ma ich całe mnóstwo, różnych, dziwnych. Z całego stosiku opakowań wybrała mi taką na szczęście. A ja się zgodziłam. Mam nadzieję, że już działa 😉

Ten deszcz to jednak dobry był.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz