.

Pierwszy antybiotyk lekko mnie zaskoczył, ale machnęłam ręką. Bo niby grypa, ale jakaś dziwna, więc lepiej zwalczyć ją w zarodku. Potem ta duszność, wizyta w pogotowiu bo weekend, potem przychodnia, stwierdzone astmatyczne zapalenie oskrzeli i seria zastrzyków. Po wizycie kontrolnej jeszcze kilka ampułek co dało łącznie 16 wkłuć. Miałam wrażenie, że musi już być dobrze, ale pani doktor usłyszała szmery w kasinych oskrzelach i postanowiła dorzucić kolejny antybiotyk. Powinnam wtedy walnąć pięścią w stół, ale byłam tak zdezorientowana, że nie oponowałam. Po pierwszej dawce nowego leku wyszło uczulenie na rękach. Pojechałam do przychodni gdzie inna pani doktor totalnie odrzuciła poprzednią diagnozę odstawiając ten antybiotyk, dała leki na alergię, przedłużyła jedynie inhalacje i syrop. „Spokojniejsza” wróciłam do domu, ale wieczorem zaczęły jej puchnąć nogi! Nad kostkami pojawiły się dziwne bąble. A jak wysypie ją w gardle, jak zacznie się dusić-pomyślałam? Więc szybko na pogotowie. Tam zastrzyk sterydowy. Już jest dobrze, muszę teraz ogarnąć jej osłabienie, zmęczenie, wyjałowienie organizmu… Kasia była naprawdę spokojna w tym wszystkim, ale ja jak strzępek nerwów. Nie jest łatwo w takich chwilach wmówić sobie – przecież to minie, spokojnie, nie ona pierwsza, nie ostatnia…Nie mogłam spać, nie miałam apetytu obwiniając się za wszelkie niedopatrzenia. Myślałam czasem o tych matkach, których dzieci chorują przewlekle, są niepełnosprawne fizycznie i umysłowo. Ileż one muszą mieć siły! Mnie rozwaliła ta trzytygodniowa „kuracja”, a one borykają się ze swoimi problemami non stop!

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Zastrzyki Kasia znosiła bez mrugnięcia okiem. Pamiętając histerię Adama w takich sytuacjach, byłam pełna podziwu. Teściowa, emerytowana pielęgniarka, przychodziła rano i wieczorem. To nie były stresujące momenty, wręcz śmieszne czasem. Któregoś wieczora, gdy już wszystko było uszykowane – strzykawka w rękach „oprawcy”, pośladek chorej na wierzchu – i gdy igła zbliżała się do wyznaczonego, wydezynfekowanego miejsca – w telewizji rozległ się krzyk bohatera filmu – „Pocałuj mnie w dupę!”

Całe szczęście, że igła nie była jeszcze wbita.

Bo jednocześnie parsknęłyśmy śmiechem histerycznie.

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Wyjechał służbowo do stolicy w piątek. Ja zostałam z chorą córką.

Niby nie czuła się bardzo źle, ale jak to z chorobą, kolejne symptomy pojawiły się z poślizgiem, w sobotę kaszel, w nocy duszność, w niedzielę odwiedziłam pogotowie, gdzie konsultowałam się z jakąś cudaczną panią doktor, której makijaż mógłby spokojnie pretendować do sylwestrowego. Jakoś jej nie uwierzyłam i finalnie i tak w poniedziałek wylądowałam w swojej przychodni, gdzie pani doktor podjęła decyzję o zastrzykach.

Nie zadzwonił ani razu. Nie wysłał esemesa z zapytaniem o samopoczucie córki. O przepraszam, podobno wysłał jednego do Kasi.

W niedzielę wieczorem wrócił.

Pierwsze słowa jakie wypowiedział wchodząc do przedpokoju – Jaka piękna ta Warszawa!

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Zmroziło. Ale na lodowisko musowo musiałam iść. Ubrałam się jak zwykle, łyżwy wrzuciłam w torbę i przed 19-tą byłam na miejscu. Po około półtorej godziny, gdzie w trakcie jazdy czułam lekkie szpilki w dłoniach i skostnienie stóp, zawinęłam się z powrotem. Usiadłam za kierownicą. Usiadłam? Czy aby na pewno? Bo nie czułam nic. Nie czułam swojego tyłka. W ogóle. Myślę, że gdyby ktoś mnie wtedy kopnął, pośladki rozsypałyby się w drobnicę. Kierownica była lodowata, a nie prowadzę w rękawiczkach.  Jechałam i krzyczałam! Tyłek mi odmarzał, dłonie kłuły. Krzyczałam! I śmiałam się jednocześnie.

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Tam gdzie mieszka Adam z Olą jest spokojnie. I nie chodzi tylko o okolicę, chociaż rzeczywiście osiedle na obrzeżach Gdańska, daje możliwość odetchnięcia od zgiełku miasta. Oni po prostu żyją spokojnie. Tam nie czuje się napięcia, niechęci, niezgody. Wiem, że jest im razem dobrze. Uszczknęłam trochę tej pozytywnej energii, pospacerowałam nad morzem,  skubnęłam tradycyjnej kultury i wirtualnej nowoczesności, zobaczyłam Gdańsk ze wspaniałej, nocnej perspektywy. Ale gdy Adam zapytał czy nasyciłam się morzem, odpowiedziałam, że to chyba niemożliwe. Tego zawsze mało.

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Tak, obejrzałam film „Nasza młodsza siostra” po raz trzeci. Tzn. za każdym razem umknął mi jakiś fragment dlatego dopiero po tym trzecim seansie mogę powiedzieć, że widziałam ten obraz w  całości. Tak, reżyser Hirokazu Koreeda gra na moich emocjach jak na strunach gitary nie pierwszy raz. Inny jego film pt. „Jak ojciec i syn” obejrzałam dwa razy. Tak, mam szczególne, można powiedzieć obłąkańcze, podejście do japońskiej narracji. Dużo milczenia, powściągliwość w okazywaniu uczuć, szacunek, subtelność. Wsiąkam w to jak w gąbkę. Tak, szukam sponsora wycieczki do Japonii.

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

Wszyscy faceci są beznadziejni, czy starzy, czy młodzi – stwierdziła koleżanka – wyobraź sobie jak mi się przykro zrobiło – kontynuowała – podjechaliśmy do sklepu, syn chciał kupić sobie coś do jedzenia, dałam mu pieniądze i poprosiłam aby przy okazji kupił mi jedną bułkę, taką jaką lubię, wrócił z reklamówką rzeczy dla siebie, a dla mnie bułki nie miał, bo już mu na nią nie starczyło! Przecież ja bym sobie czegoś nie kupiła, ale jemu to o co poprosił na pewno! I mąż nie widział problemu! Nagadałam im, ale i tak mi przykro.

Pomyślałam o swoich dzieciach. Wydaje mi się, że by się o mnie zatroszczyli, ale …hmm….

Też byłoby mi przykro.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | 2 komentarze

.

Ostatnio ulubione:

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

 

Niedzielny park był życzliwy. Lekko mroźne powietrze, słońce na skrzydłach łabędzi, liczne kaczki w stołówce z naszej reklamówki, delikatna, śnieżna powłoczka śniegu na zabłotniałych rabatkach. A mini wodospad burzliwy i głośny. Trochę zdjęć pstrykałam. Trochę Snapów. Kasia widząc moje fotograficzne zacięcie, nabijała się ze mnie ze śmiechem:

– Mamuś, zobacz jaka piękna kacza kupa! Trzeba zrobić Snapa!

– Jaki piękny kosz na śmieci! Szybko zdjęcie!

– Jaka cudowna dziura!

Oj tam, oj tam. Przesaaaaaaaaaaaaaadza.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz

.

– Tylko nie zaglądaj do tej reklamówki – nakazał Adam w grudniu, utykając na swojej szafie, za zdjęciem, spore zawiniątko.

Zastosowałam się. Minęły Święta, Sylwester. W połowie stycznia Adam pojawił się na chwilę w domu. Siedziałam u niego w pokoju i zwróciłam uwagę na tajemniczy pakunek. Zapytałam czy to wciąż nie do ruszenia. Adam przez chwilę nie rozumiał o co chodzi, ale potem przypomniał sobie i ze śmiechem sięgnął po reklamówkę.

A tam drobiazgi – prezenty pod choinkę.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Kategoria | Dodaj komentarz